Uciekające fortuny – hazard

Kominkowa moda z Włoch
2 marca 2018
Jak zdobyć uprawnienia na jacht?
19 marca 2018

Uciekające fortuny – hazard

Do niedawna mekką rozrywki dla krezusów zza Wielkiego Muru było Makao, a lukratywną inwestycją – krajowy rynek nieruchomości. Jednak w wyniku wzmożonej walki z korupcją w Chinach wielkie pieniądze wolą ulatywać z Państwa Środka. Nie jest tajemnicą, iż oficjalne statystki dotyczące chińskich milionerów są znacznie zaniżone w stosunku do stanu rzeczywistego. Ogromne kapitały w Państwie Środka znajdują się w rękach sporej grupy zamożnych, których nie obejmują oficjalne zestawienia. Fortuny te zbudowano nierzadko na fundamentach korupcji i innych rodzajach nielegalnej działalności. „Ukryci” bogacze nie tylko zajmują się dalszym pomnażaniem swoich majątków, ale także uwielbiają je trwonić w jaskiniach hazardu.

Makao lepsze od Las Vegas…

Światowym ośrodkiem hazardu w ostatnich latach stał się region Azji

i Pacyfiku. Jeszcze w 2009 r. udział tego obszaru w globalnych przychodach tej branży wynosił 22 proc., natomiast w tym roku prognozuje się jego wzrost do ponad 43 proc. _ Oczywiście nadal największym rynkiem gier hazardowych pozostają I Stany Zjednoczone, jednak ich udział 2 w światowych wpływach wyraźnie spada. Wystarczy porównać średnie tempo wzrostu przychodów w latach 2010-2014. W analizowanym okresie przeciętna dynamika wzrostu w regionie Azji i Pacyfiku wynosiła 23,6 proc., podczas gdy w Ameryce zaledwie 3,6 proc.

Fenomenem w regionie jest Makao, gdzie mieści się 35 kasyn (trzykrotnie więcej niż dekadę wcześniej), prawie 20 tys. stołów do gier i około 7 tys. automatów. Co ciekawe, Makao niedawno, bo dopiero z początkiem XXI w., otworzyło się na zagranicznych operatorów, a już wyraźnie widać, jak bardzo opłacił się taki zabieg. Makao to ewenement na tle pozostałych jaskiń hazardu regionu pod względem osiąganych przychodów. Całkowite wpływy z rynku gier tego azjatyckiego centrum rozrywki to ponad 52,5 mld doi. (4,5-krotnie więcej niż generuje Las Vegas). Szacuje się, iż do 2017 r. wpływy te przekroczą 70 mld doi. Najpopularniejsza gra wśród Azjatów – bakarat – skierowana zarówno do segmentu VIP, jak i do masowego klienta, tworzy lwią część tych przychodów. Makao to także ośrodek generujący najwyższe wpływy przypadające na pojedynczego gracza, które 10-krotnie przewyższają przychody przypadające na przeciętnego hazardzistę odwiedzającego Las Vegas.

Większość gości Makao to obywatele Chin Kontynentalnych oraz mieszkańcy Hongkongu. Razem, w zależności od źródła danych, 80-85 proc. wszystkich odwiedzających. Spore zainteresowanie Chińczyków hazardem odzwierciedlają chociażby statystyki całkowitych strat poniesionych w wyniku jego uprawiania. W rankingach tego typu mieszkańcy Kraju Środka plasują się zaraz za Amerykanami. Jednak w zestawieniach strat przypadających na przeciętnego gracza, Chińczyk znajduje się poza pierwszą dwudziestką globalnych hazardzistów. Na tym polu niepokonani pozostają Australijczycy, mieszkańcy Singapuru, Finlandii i Nowej Zelandii.

Niestety, branża gier hazardowych Makao ostatnich miesięcy nie może zaliczyć do szczególnie udanych ze względu na znaczne spadki przychodów. Do niedawna inwestorzy wręcz ślepo lokowali kapitały w spółki obsługujące gałęzie związane z azjatycką rozrywką. Ponadto tym inwestycjom przyświecała zasada, że zyski będą tym wyższe, im spółka bardziej zaangażowana jest w sektor gier hazardowych w Makao. Przykładowo, spółka Melco Crown Entertainment wszystkie swoje przychody opiera na Makao, Wynn Resorts generuje 73 proc. całkowitych wpływów z azjatyckiego ośrodka, a Las Vegas Sands około 64 proc. Teraz ci sami inwestorzy, po mało pozytywnych doniesieniach z Makao, zmuszeni są przebudowywać swoje portfele.

Skąd taki nagły zwrot?

Wyraźny spadek dochodów z gier hazardowych może wskazywać na koniec boomu chińskiej klasy krezusów, szczególnie tych nieoficjalnych. Ci ostatni swoje majątki zgromadzili w sposób daleki od legalnego, a ostatnio znaleźli się na celowniku kampanii antykorupcyjnej rozpoczętej w Kraju Środka.

Prezydent Xi Jinping zapowiedział bezwzględne obchodzenie się z funkcjonariuszami publicznymi przyłapanymi na łapówkarstwie. W ciągu ostatnich dwóch lat wszczęto przynajmniej 182 tys. śledztw przeciwko urzędnikom państwowym na różnych szczeblach, a nawet przeciw 32 osobom o randze ministerialnej. Należy pamiętać, iż dla bogatych działaczy partyjnych to właśnie stoły do gier w Makao do niedawna były jedną z najpopularniejszych rozrywek, podczas których trwonili swoje majątki. Jednak zabawy tego rodzaju miały sporą szansę zakończyć się zdemaskowaniem ukrywających majątki.

Innym sposobem na ukrócenie procederu wyciekania kapitałów miało być administracyjne ograniczenie wywożonej z Chin Kontynentalnych gotówki. Jednak taki zabieg na niewiele się zdał. Chwilowy brak dostępu bogaczy do pieniędzy szybko wykorzystali operatorzy kasyn, oferując zamożnym hazardzistom kredyty w różnych postaciach.

Chociaż liczba mieszkańców Chin odwiedzających Makao wzrosła, to spadek dochodów branży rozrywek hazardowych oznacza, iż klasa zamożnych obywateli Państwa Środka zmniejszyła swoją aktywność. Chińscy bogacze w ubiegłym roku wygenerowali około dwie trzecie przychodów branży hazardowej, podczas gdy dekadę wcześniej aż 75-80 proc. wpływów pochodziło z portfeli klasy VIP. O mniejszym znaczeniu roli zamożnych w sektorze rozrywek świadczą również ostatnie dane dotyczące przychodów z segmentów rynku gier skierowanych do standardowego i bogatego klienta. Mediana wpływów ze sprzedaży produktów z tzw. najniższej półki skierowanych do masowego klienta, zwiększyła się o 5 proc., natomiast dramatyczny, około 30 proc. spadek notuje mediana przychodów z rozrywek zarezerwowanych dla klasy najzamożniej-szych konsumentów.

Gdzie odpływają chińskie kapitały?

Sporo w ostatnim czasie mówiło się o zamiłowaniu obywateli Kraju Środka do inwestycji na tamtejszym rynku nieruchomości. W związku ze wspomnianą walką z korupcją i monitorowaniem rodzimego sektora nieruchomości, rynek krajowy odpada bogaczom jako cel inwestycji. Stąd kreatywni krezusi szukają obłożonych niewielkimi restrykcjami rentownych branż zagranicznych, chociażby w Europie czy Australii. CLSA – azjatycka grupa inwestycyjna – przeprowadziła ostatnio badanie wśród zamożnych Chińczyków, z którego wynika, iż prawie połowa z nich poważnie myśli o przerzuceniu swoich kapitałów za granicę, a około 15 proc. za cel obiera sobie rynek australijski. Hurun Report wskazuje na jeszcze większy exodus chińskiego kapitału. Twórcy raportu szacują, że nawet 64 proc. najbogatszych Chińczyków zamierza uciec ze swoim kapitałem z kraju w najbliższym czasie.

Opierając się tylko na statystykach australijskich można zauważyć zjawisko wzmożonego inwestowania chińskich bogaczy w tamtejsze nieruchomości. Wystarczy przyjrzeć się rynkom w Sydney czy Melbourne, które notują ostatnio spore wzrosty. Tylko jaki jest udział Chińczyków w tych wzrostach? Narodowy Bank Australii szacuje, iż w minionym roku zakup nieruchomości przez obcokrajowców wzrósł do 16,8 proc. z 12 proc. w 2013 r. Dodatkowo prognozuje się dalsze zwyżki w kolejnych latach. Badania wykazują, że około 10 proc. zakupów nowych nieruchomości dokonywanych przez cudzoziemców na rynku australijskim realizują mieszkańcy zza Wielkiego Muru. Jednak należy mieć na uwadze, iż liczby te mogą być znacznie zaniżone, gdyż lokowaniu środków przez Chińczyków w Australii sprzyjała niska kontrola zakupów na tamtejszym rynku, szczególnie wtórnym. Stąd do niedawna praktycznie bez limitów i często bez rejestracji można było nabywać tamtejsze nieruchomości.

Efekt motyla po chińsku

Ucieczka kapitału z Chin w przyszłości może mieć większe oddziaływanie na gospodarkę światową niż spodziewają się zachodni inwestorzy. Przemieszczanie się strumieni pieniędzy (szczególnie pochodzących z nieoficjalnych źródeł) ma szansę odbić się w długim okresie na wielu sferach, poczynając od wpływów z hazardu, poprzez zyski z zagranicznych przejęć, a kończąc na rynkach nieruchomości światowych metropolii, chociażby Londynu, Sydney czy Nowego Jorku.

Istnieją również obawy, iż wytężona walka z korupcją może poskutkować dalszym spowolnieniem gospodarki Państwa Środka. Jednak działania komisji antykorupcyjnej powinny wzmocnić chińską gospodarkę. Nawet jeśli pośrednicy na rodzimym rynku nieruchomości, organizatorzy rozrywek i restauratorzy obsługujący rynek najzamożniejszych chińczyków, czy producenci alkoholi i wysokiej klasy żywności zanotują spadki sprzedaży, nie będzie to oddziaływać w sposób znaczący na gospodarkę. Zamiast tego wpływy pochodzące z podatków, które wcześniej służyły do finansowania nielegalnych zakupów, powrócą do kasy publicznej i będą miały szansę zostać wykorzystane na realizację projektów zmierzających do poprawy infrastruktury, usług publicznych czy wskaźników zatrudnienia.

Jednak najważniejszym długoterminowym efektem powodzenia kampanii antykorupcyjnej Xi Jinpinga będzie powiększenie jego kapitału politycznego, co w konsekwencji pozwoli na realizację głębszych reform gospodarczych zwiększających zaufanie do gospodarki zza Wielkiego Muru. Jednak na sukces walki z korupcją przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać…

Komentarze są wyłączone.